Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 grudnia 2012

Listopad miesiącem SPA dla włosów - podsumowanie

     To był ciężki tydzień dla mnie :( Nawet nie zauważyłam kiedy minął i tym samym skończył się listopad. Czas podsumować akcję "Listopad miesiącem SPA dla włosów". Nie będzie tego dużo, bo dołączyłam w środku miesiąca.

  

A więc w ramach tej akcji wykonywałam następujące zabiegi:
  • olejowanie - olej słonecznikowy, Olisana, oliwa z oliwek
  • maska miodowo-jajeczna - tu recenzja
  • maska drożdżowa - tu recenzja
  • woda brzozowa wcierana w skalp
  • płukanki z macierzanki
  • olejek z drzewa herbacianego dodany do szamponu - o olejku
  • peeling cukrowy
Efekty:
  •  moje włosy polubiły się z olejem słonecznikowym, Olisana i oliwa z oliwek nie wypadła tak dobrze, choć może niepotrzebnie się zniechęciłam po pierwszym razie (?)
  • maska miodowo-jajeczna to był mój hit - konsystencja, zapach, smak ;) wszystko mi odpowiadało, moim włosom też posłużyła, stały się sypkie, nawilżone, miękkie i gładkie i do tego lśniące, końce nie strączkowały się.
  • maska drożdżowa- mój kit - zapach, nieudana konsystencja (za dużo mleka), szorstkie, brzydko pachnące włosy, zapach jeszcze poczułam przy następnym myciu kiedy zmoczyłam włosy... Nie wrócę już do tej maski, przynajmniej nie w tej postaci
  • płukanka z macierzanki poszła w odstawkę na rzecz wcierania wody brzozowej - z tą drugą mam teraz problem, odstawiłam, bo pojawił mi się łupież i swędzi mnie skóra głowy. Jestem załamana i nie wiem co mam z tym zrobić...
  • pierwsze próby pozbycia się łupieżu to właśnie zastosowanie dodatku olejku z drzewa herbacianego i peelingu cukrowego - efekt był chwilowy, łuski nadal są na skórze i nie mogę przestać się drapać :(
Więc jak zwykle nie jestem do końca zadowolona z efektów... Pojawienie się łupieżu spowodowało u mnie małe zniechęcenie. Do tego doszła grypa (wysoka gorączka i antybiotyki) i problemy osobiste. Może również te czynniki wpłynęły na stan mojej skóry głowy...

piątek, 23 listopada 2012

Maska miodowo-jajeczna - SPA ciąg dalszy

     Tym razem postanowiłam wyczarować maskę miodowo-jajeczną. Widziałam na blogach wiele przepisów z wykorzystaniem żółtka jaja i miodu więc postanowiłam spróbować. Planowałam zrobić z cytryną, jednak zdążyłam ją zużyć do herbatki, którą popijam przy przeziębieniu...



Maska miodowo-jajeczna:
  • 1 żółtko (lecytyna wygładza łuski włosów, żelazo, kwas pantotenowy, witaminy A i D poprawiają kondycję pasm zniszczonych, sztywnych, rozdwajających się, osłabionych)
  • 1 duża łyżka miodu rzepakowego (miód dostarcza: witamin A, B, D, K, E, PP, białek, węglowodanów oraz potasu i magnezu. Przywraca pasmom właściwą wilgotność, wzmacnia je i poprawia ich kondycję)
  • 1 łyżka oliwy z oliwek (właściwości głęboko nawilżające, odżywcze, kojące, ochronne oraz zmiękczające)








Całość wymieszałam dokładnie, powstała dość rzadka masa, bo miód podczas mieszania zrobił się płynny.

Maskę nałożyłam włosy i trzymałam pod czepkiem godzinę. Aplikacja była dość trudna, bo masa kleiła się mocno i był problem z rozsmarowaniem. Próbowałam też wmasować w skalp ale bałam się, że powyrywam sobie włosy ;)
Po godzinie spłukałam obficie wodą, umyłam szamponem Babydream i nałożyłam odżywkę Joanna z apteczki babuni (skończyła się). W skalp wtarłam wodę brzozową. Pozwoliłam włosom wyschnąć naturalnie.  


Efekt bardzo mnie zaskoczył. Włosy praktycznie nie wymagały czesania, wystarczyło przegarnąć palcami. Po przeczesaniu grzebieniem zauważyłam, że stały się sypkie, końce nie strączkowały się. Włosy były niesamowicie nawilżone, miękkie i gładkie i do tego lśniące.

Pstryknęłam fotkę komórką, z flashem, dlatego jest mało efektowne. Zdecydowanie polecam taką miksturę.


środa, 21 listopada 2012

Olej słonecznikowy - czyli wSPAniałe włosy

     Poczułam się lepiej, temperatura spadła. Przeglądałam inne blogi i znalazłam wpis autorki Listopadowego SPA, w którym cytuje moje efekty. (http://kosmetykiodnatury.blogspot.it/2012/11/blogerkowe-spa-listopadowe-ii.html) Bardzo mnie to ucieszyło, stwierdziłam, że nie mogę sobie odpuścić. Postanowiłam to wykorzystać i nałożyłam olej słonecznikowy na włosy. Skupiłam się przede wszystkim na końcówkach, długość włosów oraz skórę głowy również wysmarowałam. O pierwszych próbach z tym olejem pisałam tutaj: Początki olejowania.



     Tym razem trzymałam olej 4 godziny pod czepkiem i ręcznikiem. Zmyłam standardowo szamponem Babydream i nałożyłam Joannę z apteczki babuni.  W mokry skalp wtarłam wodę brzozową. Celowo nie mieszałam innych maseczek, chciałam zobaczyć jaki efekt będzie tylko po olejowaniu.

     I tak jak za pierwszym razem - włosy są miękkie i śliskie, są dobrze nawilżone. Wydaje mi się, że olej słonecznikowy mi służy, więc na pewno będę powtarzać ten zabieg.

     Przed snem zauważyłam jakieś łuski w moich włosach. Czyżby łupież? A może coś źle robię? Woda brzozowa podrażnia mi skalp? Muszę znaleźć winowajcę. Może doradzicie mi co z tym fantem zrobić?

piątek, 16 listopada 2012

Oliwa z oliwek i maseczka drożdżowa - czyli SPA ciąg dalszy...

     Tym razem w ramach akcji "Listopad miesiącem SPA do włosów" padło na oliwę z oliwek. Moja jest zakupiona już dawno temu w Biedronce, w celach zupełnie niewłosowych. Ot tak sobie stała w kuchni i czekała na okazję ;)

źródło: http://www.promoceny.pl/detail/biedronka-oliwa-z-oliwek-casa-de-azeite-76779/
Nałożyłam wieczorem na suche włosy i skórę głowy łyżkę oliwy. Zwinęłam włosy w ślimaczka. Po jakieś godzinie poszłam spać. Rano umyłam włosy szamponem Babydream, który doskonale sobie poradził z zmyciem oliwy.

     Drugi eksperyment to maseczka drożdżowa.
źródło: http://polmarkus.com.pl/494,325,Dro%C5%BCd%C5%BCe_Babuni_.

5 łyżek mleka podgrzałam i rozpuściłam w niej pół kostki drożdży. Niestety to był niewypał... Mikstura okazała się zbyt lejąca, drożdże całkowicie się rozpuściły i w rezultacie wlałam to na głowę i owinęłam czepkiem i ręcznikiem. I tu niemiła niespodzianka - mikstura zaczęła spływać mi po czole i szyi, z ledwością wytrzymałam 15 minut, to co spływało na bieżąco wycierałam ściereczką. No i ten zapach! Nie dość, że na włosach, to jeszcze w łazience długo się utrzymywał. Następnym razem domieszam czegoś by zagęścić miksturę, albo dam po prostu dużo mniej mleka.

Efekty: Niestety nie jestem dziś zadowolona. Włosy po drożdżach były jakieś szorstkie. Nie pomyślałam, by nałożyć jeszcze odżywkę, chociaż na końce. Zapach po godzinie już nie był wyczuwalny, całe szczęście. Ciężko mi ocenić wpływ oliwy z oliwek, ponieważ efekt drożdży chyba wszystko zepsuł... No nic, człowiek uczy się na błędach, następnym razem zastosuję tylko jeden specyfik, by móc go ocenić.

Jakie są Wasze doświadczenia z oliwą i drożdżami?

środa, 14 listopada 2012

Moje listopadowe SPA

     Dzisiaj w ramach akcji Listopad miesiącem SPA dla włosów wykonałam kilka zabiegów na moich włoskach ;) Najważniejsze z nich to olejowanie.
  1. Olejowanie - nałożyłam olej Olisana na całą noc. Długo nie mogłam się przekonać do tego zabiegu, a konkretnie do spania z tłustymi włosami. Planowałam przykryć poduszkę ręcznikiem, albo owinąć głowę cienką tkaniną. Włosy zwinęłam w ciasny ślimaczek na czubku głowy, owinęłam go szerszą gumką, tak, że zasłonił całego ślimaczka. Po nałożeniu oleju spotkała mnie miła niespodzianka - po jakiś 30 minutach głowa wyschła i wcale nie były tłusta. Uznałam, że mogę iść spać bez dodatkowych ręczników i tak też zrobiłam. Poduszka ani "jasiek" nie były tłuste.O tym oleju pisałam tutaj.
  2. Mycie - rano po śniadaniu zmoczyłam obficie włosy i umyłam szamponem Babydream. Doskonale sobie poradził, nie mam zastrzeżeń. Skupiłam się jak zwykle na wmasowaniu szamponu w skalp, a na końcu ugniotłam również włosy. Spłukałam obficie.
  3. Odżywka - standardowo Joanna z apteczki babuni.
  4. Płukanka - wieczorem zaparzyłam sobie 2 łyżeczki macierzanki w pół litra wody. Taką zimną herbatką polewałam włosy. Dlaczego akurat to ziółko postaram się napisać w następnym poście.
  5. Wcierka - woda brzozowa w mokry skalp, czyli czynność, którą powtarzam przy każdym myciu, a czasem nawet w dzień bez mycia - ale na noc. Każde masowanie skóry głowy przetłuszcza mi skalp, takie mam wrażenie.
Włosy wyschły w nieładzie, wolno opuszczone. Jedynie górną warstwę spięłam "żabką". Są świeże, miłe ale bardzo lekkie. Chyba spodziewałam się większego obciążenia po użyciu oleju.


Zdjęcia wykonane komórką, pierwsze do lustra w oświetleniu łazienkowym, drugie w świetle dziennym, przy oknie, w słońcu. Zadziwiające, że ja jak patrzę na siebie mam wrażenie, że moje włosy są brązowe, podczas gdy inni mówią, że jestem ciemną blondynką... Ja nigdy się za blondynkę nie uważałam. ;) Aaa najważniejsza rzecz - to mój naturalny kolor, nigdy nie farbowałam włosów, zdarzyło mi się jakieś 12 lat temu użyć szamponetki ;)

Link Within

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...